HOME

MY GALERIA PODRÓŻE MERY PRZEMEK

 

                   

Tunezja >>
 

 

 

16-24 października 2005

 

Kreta - wyspa bogów

 

Zostawiamy Hersonissos (w tle)  i ruszamy w nieznane...

 

Za kierownicą samochodu już tylko Przemek

 

...no to sru na motorku!!!

 

na plaży (?!)

 

z wizytą u Minotaura

 

greckie Saint Tropez

 

"nie patrz z ukosa na gyrosa"

 

freski w Knossosdlaczego Kreta?   
W grę wchodziły tylko ciepłe kraje (kto zna choć trochę Mery nie pyta: dlaczego?), w których żadne z nas nigdy wcześniej nie było. Odpadały też dalekie Wyspy Bora Bora, Kuba, Madagaskar, Kanary, Australia, itp. A największa grecka wyspa wydawała się być  odpowiednią. Zresztą i tak decyzja została podjęta "na gorąco" w biurze podróży,  w piątek po południu (w niedzielę wyjazd). Wybraliśmy miejscowość Hersonissos, trochę w ciemno, bo nie znaliśmy żadnego z miast kreteńskich... nigdy nie żałowaliśmy, zresztą przeczytajcie dlaczego.

 

"między niebem a prawdą..."
O Hersonissos, można przeczytać na Internecie m.in.:
Uważane jest za najbardziej rozrywkowe miejsce na wschodniej części Krety; niezliczona liczba tawern, klubów, barów i dyskotek nie pozwala nawet na odrobinę nudy.    I to pewnie prawda, ale my NA SZCZĘŚCIE pojechaliśmy tam po sezonie, (bo po co w podróży poślubnej niezliczona liczba tawern, dyskotek i klubów?) więc w Hersonissos było zdecydowanie nudno.
W
ielką zaletą tego miejsca jest jego niemalże centralne położenie na wyspie. Umożliwia ono dotarcie w ciągu jednego dnia do prawie każdego atrakcyjnego miejsca na Krecie  - najprawdziwsza prawda. To rzeczywiście ogromny plus tego miejsca. Codziennie robiliśmy sobie całodniową wycieczkę; udało nam się w ten sposób objechać całą wyspę
Turyści spragnieni nocnych rozrywek na pewno będą się tu czuli bardzo dobrze
 - cokolwiek miałoby to znaczyć my czuliśmy się tam dobrze!!!

Wiosną i jesienią w Hersonissos jest o wiele mniej turystów, a życie toczy się wolniej  i spokojniej.
   - a nie mówiliśmy?
Plaże i wybrzeże z zatoczkami na którym jest "troszeczkę" piaseczku.
   o pięknych, piaszczystych plażach w tym mieście najlepiej chyba zapomnieć, chociaż tak na prawdę tego nie wiemy - nie byliśmy ani razu w Hersonissos na plaży. Mieliśmy inne zajęcia.

 

tani kicz w Hersonissos
W licznych sklepach z pamiątkami (i  nie tylko) ciągnącymi się wzdłuż ulicy można było kupić same wspaniałości, m.in.: - nóż, który na rękojeści miał kształt wyspy; - szklaną kulę z czymś tam greckim w środku, taką kulę co jak się nią potrząsnęło to opadały białe wiórki - imitacja śniegu (?!); - ręcznik z pół naga kobietą (oczywiście kobieta była narysowana na ręczniku); - zegar na szafkę w kształcie Krety, w kolorach mało stonowanych; - brzydki kubek z Kretą - kryształowy kufel z Kretą; - talerz z Kretą; - takie coś co przedstawiało Kretę (kolory patrz wyżej) i co miało podpórkę jak małe lusterko, i jeszcze wiele innych skarbów...

 

port w Heraklionie - stolicy Krety

hotel i basen  
W hotelu spędzaliśmy stosunkowo mało czasu, więc nie wiemy jakie ma zalety albo wady. Ciekawostki: do wc nie można wrzucać nawet papieru toaletowego, bo rury na Krecie są bardzo wąskie; do basenu nigdy nie dotarliśmy, nigdy nie graliśmy w bilard, wszyscy w hotelu (i nie tylko) znają dobrze angielski a w restauracji hotelowej można poznać Polaków, a niektórzy to chcą się nawet zaprzyjaźnić....

 

skuter i kropka, czyli po co na gorącej Krecie szalik i wełniany sweterek
Wyspa jest przepiękna i trzeba ją zwiedzić, i już. Najlepiej na własną rękę, wynajmując jakiś pojazd. I tu mamy duży wybór: rower, motor, samochód. My najpierw
skusiliśmy się na skuter. Szybka nauka jazdy i sru na motorku ! (to chyba ulubione hasło Przemka). Cudowne przeżycie: jechać sobie spokojnie wąskimi uliczkami przez górskie, malownicze greckie wioseczki, 40 km/h.... Tylko, że jak się jedzie w góry, raczej wysokie, w październiku to może być zimno, co ja mówię,  będzie zimno, nawet na Krecie. Z czerwonymi od zimnego wiatru nosami dotarliśmy raz do jakiejś małej górskiej wioski, która na mapie była tak duża jak nasze Hersonissos a w rzeczywistości była malutką mieściną, i kupiliśmy tam sweter dla Mery. Taki z wełny z greckich owiec - też pamiątka.  Skuterek posłużył nam do zwiedzenia wschodniej części wyspy. Po dwóch dniach przesiedliśmy się do samochodu (Fiat Punto) i zwiedzaliśmy dalej (zachód i południe) ale tym razem pokonując dużo większe odległości i z włączoną klimatyzacją, bo... było gorąco. Inny komfort, inne zwiedzanie, równie przyjemnie... 

 

u Króla Minosa 
Piękna wycieczka do Knossos (jeszcze na motorku). To
stolica minojskiej Krety, w której znajdował się największy i najbardziej rozbudowany zespół pałacowy na wyspie. Składał się on z ponad 1000 pomieszczeń wyposażonych w system kanalizacji, spłukiwane toalety i wykładane płytami przejścia. Według legendy Knossos było miejscem, gdzie znajdował się podziemny labirynt, w którym mieszkał Minotaur- pół człowiek, pół byk. Pobyt na Krecie to jakby cofnięcie się o wiele tysiącleci wstecz... aż dech zapiera.

 

pyszny gyros i sałatka grecka

Święty Mikołaj
po grecku Agios Nikolaos. Do tego miejsca dotarliśmy również na skuterku, gonieni przez chmurę deszczową, ale warto było: miasto zwane jest greckim Saint Tropez, piękne, z lazurową wodą, malutkim kolorowym portem, zatoczką, i mnóstwem restauracji, kafejek, hoteli.

 

patriotyzm za wszelką cenę
To krótka historia o Przemku-Patriocie, który mimo, że spędzał mile podróż poślubną na Krecie, nie zapomniał o swoim obowiązku wobec swojej Ojczyzny i 23 października 2005 roku poszedł do konsulatu honorowego w Heraklionie i tam oddał głos w drugiej turze wyborów prezydenckich.

 

grecka sałatka, suflaki, gyros, tzatzyki, sok ze świeżo wyciśniętych owoców - nasze codzienne menu, przepyszne, nie można się przejeść, zawsze i wszędzie smakuje tak samo... może kiedyś Mery tu jakiś przepis zapoda?  A jeszcze a propos greckiej kuchni, to niech nikogo nie zdziwi, jak w jakiejś restauracji, zamiast menu zostanie zaproszony do kuchni i będzie mógł sam palcem pokazać co chce zjeść...  To tu podobno normalne.

 

efcharisto
efcharisto (dziękuję) parakalo (proszę)  kalimera (dzień dobry). Można ale nie trzeba znać tu tych słów, wszyscy mówią dobrze po angielsku, młodzi, starzy, w miastach, w górach. Jedyną osobą, jaką spotkaliśmy na Krecie, która nie posiadała tej umiejętności była babuleńka staruteńka sprzedająca pomarańcze w górach; miała taka budkę rozłożoną przy ulicy i pokazywała na palcach ile chce za reklamówkę pomarańczy (3 lub 5 euro).  Grecy to poligloci, bo wielu z nich umie też powiedzieć coś w wielu obcych językach, i mówią też po polsku : dziękuję; dobre płacić, niedobre nie płacić; później; Polska; jeden nie szkodzi;  itp.

 

co jeszcze ?
pomarańczowe gaje, dom El Greco, największa wenecka forteca na świecie w Rethymnio, wysokie góry, piękne morza, cerkwie w stylu bizantyjskim, znowu góry...
Zapraszamy jeszcze do obejrzenia pozostałych zdjęć z naszej podróży poślubnej  w  GALERII.

 


Tunezja >>

 

Home | My | Galeria | Podróże | Mery | Przemek | Kontakt                       

Mery i Przemek Gardynik © 2005