HOME

MY GALERIA PODRÓŻE MERY PRZEMEK

 

                

Szkocja menu główne >>


DZIEŃ I             DZIEŃ II              DZIEŃ III              DZIEŃ IV              DZIEŃ V              DZIEŃ VI             DZIEŃ VII


 

 

 

 

 

trasa - dzień drugi

 

 

 

 

 

 

 

 

charakterystyczne kształty ruin katedry w St Andrews

 

 

 

 

 

 

 

 

majestatycznie i tajemniczo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Glamis Castle widziany od części prywatnej, zamieszkałej przez rodzinę książęcą

 

 

 

 

 

 

 

 

smutek przed Dunnotar Castle

 

 

 

czwartek 10 maja 2007

Wstajemy rano trochę później niż planowaliśmy. Pogoda o dziwo nie przeraża nas tylko zachęca do szybkiego wyjazdu i zwiedzania. Śniadanie jest od 8 ale zanim cokolwiek dostaniemy do jedzenia jest już przed 9. Przemek delektuje się angielskim śniadaniem a Mery szkocką owsianką. Niestety jest już 10 kiedy wyjeżdżamy a jeszcze przez godzinę próbujemy wydostać się z miasta. Mery co kilka minut z przerażeniem spogląda na zegarek. Mamy w planie dojechać dzisiaj jak najdalej na północny zachód a najlepiej do Inverness, tymczasem w takim tempie nie dojedziemy nawet do Aberdeen!!! W całym tym zamartwianiu się, Mery nie zdąża wyjąć na czas aparatu i zrobić zdjęcia jednemu z najsłynniejszych mostów w Szkocji: Forth Bridge, przez który przejeżdżamy. Most ten był w dniu otwarcia najdłuższym mostem wiszącym poza USA, a leżący obok most kolejowy jest pierwszym tak długim (2,5 kilometry) mostem żelaznym na świecie, wybudowano go w 1890 roku. Za przejazd mostem płacimy myto w wysokości Ł 1. A na drugim brzegu zatoki Firth of Forth zjeżdżamy z A90 i kierujemy się na malowniczo położoną trasę wiodącą wzdłuż wybrzeża do St Andrews (drogi: A921, A915). Do miasteczka Św. Andrzeja, patrona Szkocji, dojeżdżamy w samo południe. Parkujemy niedaleko ścisłego centrum, nieopodal jednego z wielu w tym mieście klubów golfowych. Niestety pada deszcz, co zniechęca nas do spokojnego spacerowania. Miasto jest niewielkie, przecina je główna droga, przechodząca potem w deptak i prowadząca do katedry i zamku. Jesteśmy zachwyceni ruinami katedry (St Andrews Cathedral), niegdyś największej w całej Szkocji. Wokół pozostałych ścian budynku znajdują się liczne nagrobki i miejsce to wygląda właściwie jak zabytkowy cmentarz. Już się przyzwyczajamy, że turystów poza nami to nie będzie, więc zwiedzamy sobie spokojnie, nie musząc czekać aż nam ludzie zejdą z kadru gdy robimy zdjęcie. St Andrews Castle,  znajduje się tuż obok, tam spędzamy trochę czasu, oglądamy wystawę; potem raz jeszcze idziemy pod katedrę, a właściwie pod wieżę St Rule's. Wykupujemy żeton (właściwie dostajemy za darmo, bo jesteśmy członkami Historic Scotland), umożliwiający nam wejście na górę. Schody są bardzo strome, ale każdy wysiłek jest wart widoków z wieży. Oglądamy, filmujemy i fotografujemy całą panoramę miasta i okolicy. Katedra z góry wygląda jeszcze bardziej majestatycznie i jest niepowtarzalna. Wracając do samochodu zatrzymujemy się jeszcze przy pięknej, zdobionej bramie, wyglądającej jak wejście do jakiegoś ważnego miejsca. Okazuje się, że to najstarszy szkocki uniwersytet, ten, w którym studiował kilka lat temu następca brytyjskiego tronu książę William. Równo przycięta trawa, wiekowe drzewa, cisza wokoło, drewniane ławki i stara architektura budynku nie dają poczuć, że jest się na uczelni...

Jedziemy dalej w stronę Dundee, potem drogą A90 i przepiękną A928 wiodącą prosto do Glamis Castle. Do zamku dojeżdża się najpierw krętą drogą pośród gęstych drzew a potem ta trasa przekształca się w prostą aleję (około kilometra) na końcu której widać majestatyczny zamek. Ponieważ nie należy on do Historic Scotland więc kupujemy bilet (ogrody + zamek Ł7.50, tylko ogrody Ł3.70). Parkujemy obok pasących się szkockich długowłosych krów i idziemy zwiedzać wnętrza. Okazuje się, że istnieje tylko jedna możliwość zobaczenia komnat - z przewodnikiem, trwa to około 40 minut. Zamek należy do książęcej rodziny Strathmore i Kinghorne, która ciągle zamieszkuje zamek, ale spora część jest udostępniona dla zwiedzających. W zamku swoje dzieciństwo spędziła Królowa Matka i urodziła się Księżniczka Małgorzata, stąd pełno tu pamiątek po rodzinie królewskiej, zdjęcia, obrazy, pokoje urządzone tak jak wtedy.  Przewodnik zabiera nas do kaplicy, w której straszy duch Szarej Damy (Lady Glamis spalona w 1540 roku pod zarzutem czarnoksięstwa) a potem pokazuje Secret Room gdzie też straszy i jeszcze jeden pokój, który nawiedz duch małego chłopca i w ogóle uważa się, że Glamis Castle jest najbardziej nawiedzonym zamkiem w Szkocji. Jest też najstarsza część zamku, tzw. Duncan's Hall, w którym Shakespeare  umiejscowił scenę zabicia króla Duncan'a w "Makbecie". Pogoda jest piękna i czas mamy dobry więc idziemy jeszcze zobaczyć ogrody, którymi szczyci się Glamis. Fantazyjnie poprzycinane drzewa we włoskim ogrodzie nie są w naszym typie, ale chętnie spacerujemy po zalesionym terenie wokół zamku. Dla Przemka jest to do tej pory najpiękniejsze miejsce w Szkocji, ale jedziemy dalej. Bardzo nam zależy na zobaczeniu Dunnotar Castle, oddalonych o około 40 mil ruin na klifach. Jedziemy około godzinę drogą A90 w kierunku Stonehaven. Zostawiamy samochód na małym parkingu i podobnie jak w Tantallon maszerujemy łąkami w stronę wybrzeża. To co widzimy przerasta nasze oczekiwania: ruiny pięknego majestatycznego zamku wzniesionego na wysokim klifie, dosłownie oderwanym od lądu. Wygląda to przepięknie. Nie możemy wprost uwierzyć, że gdziekolwiek trafiamy napotykamy na takie perełki. A może cała Szkocja to jedna wielka perła? Wydarzeniem historycznym najbardziej związanym z tym miejscem było przechowywanie królewskich regaliów (berła, korony i miecza koronacyjnego) podczas inwazji Cromwella. A kiedy Anglicy oblegali zamek szkockie skarby zostały owinięte w płótna opatrunkowe i potajemnie wyniesione z zamku a potem ukryte w pobliskim kościele w Kinneff.  Robimy zdjęcia i schodzimy stromymi schodkami, żeby potem równie stromymi schodkami wejść pod zamek. Niestety dotarliśmy tu za późno i drzwi do zamku są już zamknięte na dużą kłódkę (mimo, że planowe zamknięcie zamku powinno nastąpić za około pół godziny). Jesteśmy bardzo rozczarowani, ale jednocześnie wiemy, że warto tu przyjechać, żeby zobaczyć ruiny chociażby z zewnątrz, bo to robi największe wrażenie. Opuszczamy z żalem Dunnotar Castle. Chcemy dzisiaj dojechać jak najdalej na północ. Jedziemy więc A90 do Aberdeen a potem A96 do Inverness (to około 100 mil). Zajmuje nam to 3 godziny (mnóstwo rond, ale droga jest bardzo dobra), więc kiedy tam dojeżdżamy jest już po 9tej. Nie mamy zarezerwowanego noclegu, ale bez problemu zatrzymujemy się przy jednej z główniejszych dróg w centrum - Kenneth Road, przy której każdy dom to b&b, i w pierwszym w jakim pytamy o wolne pokoje zostajemy. Cena jest naprawdę niska, tylko Ł18 za noc za osobę, pani od razu przeprasza zawstydzona, że pokoje mają wspólną łazienkę (poza nami nie ma tu dziś innych gości); w środku nie jest rewelacyjnie, raczej wszystko stare, ale pani bardzo miła i w domu bardzo czysto. Przed snem oglądamy jeszcze jakiś film, w którym angielska policja poszukuje zaginionej Polki. Jutro musimy wstać wcześnie, bo mamy długą trasę do przejechania.  

 


DZIEŃ I             DZIEŃ II              DZIEŃ III              DZIEŃ IV              DZIEŃ V              DZIEŃ VI             DZIEŃ VII

 

 

Home | My | Galeria | Podróże | Mery | Przemek  | Kontakt                        Mery i Przemek Gardynik © 2005