HOME

MY GALERIA PODRÓŻE MERY PRZEMEK

in italiano

 
 

WAJIOWO NR. 16>>>

 

wajiowo - pismo Wspólnoty Akademickiej Jezuitów WAJ
N R 12  C Z E R W I E C  2 0 0 5

 

 

(fragmenty)

 

 

<Spotkanie>
Przemek: Pamiętam, jak Ojciec przedstawiał mi Włoszki. Nie miałem wtedy wiele czasu, a on był taki rozanielony...
Mery: Przypominam sobie, jak Przemo wpadł do WAJu, kiedy byłam tam po raz pierwszy, żeby zapisać się na wyjazd (Gorce 2002). A później, podczas wizyty kardynała, Przemo podszedł do mnie i opowiadał, że Ojciec mówił o mnie wiele miłych rzeczy.
(...)

 

<Aż pewnej nocy puściły lody>
Przemek: Na wyjeździe sylwestrowym (Jaworzna 2003) wiedziałem już, że coś mnie „rąbnęło”. Grałem na gitarze i patrzyłem, czy Mery śpiewa. Później przyszła obawa przed długim rozstaniem z Mery, która wyjeżdżała na stypendium. No i przed Włochami - bajerantami. W tym czasie ważne były dla mnie bliskie osoby, które wiedziały o moich uczuciach. Zaważyły one na tym, że wyśpiewałem Mery wszystko przed jej wyjazdem. Czas od tego momentu do Hiszpanii, kiedy lody puściły też u niej, był dla mnie bardzo długi. Prawie cały ten okres spędziłem w trasie – w Rumunii, na Ukrainie. Było trudno, więc uciekałem w myślach daleko: dużo się modliłem, myślałem o Mery. Byłem bardzo zakochany. Kiedy później sam miałem możliwość wyjazdu do Włoch, chciałem tam wszystko poznać, zobaczyć, zasmakować, poczuć, pokochać. Myślałem, że nie przeżyję upałów, które tam były, ale pocieszałem się, że Mery lubi ciepło. Potem w Hiszpanii przyszedł czas naszego intensywnego poznawania się. Kupowałem wtedy od Ojca bardzo cenne informacje o Mery za ostatnie euro i breloczek z Loyoli (z Ignacym i Franciszkiem Ksawerym - jest teraz przy kluczach do Tipo). To bardzo jasny przykład działania Ojca. Informacje utwierdzały mnie w przekonaniu, że warto walczyć dalej. Ośmieliło mnie to, pozwoliło pokonać wątpliwości.
Mery: U mnie lód zaczął pękać znacznie później - w sierpniu, na weselu przyjaciela Przemka. Wtedy po raz pierwszy przyszło mi na myśl, że nasze bycie razem jest możliwe. A tak zupełnie lód pokruszył się w Hiszpanii, dokładnie 28 sierpnia, pod Barceloną. Mnie także pomogły bliskie osoby, a szczególnie Ojciec Ziółek, który czuwał nad spokojem moich myśli przed wyjazdem do Włoch i podczas pielgrzymki do Hiszpanii, kiedy podkręcał całą sytuację. Działał też na dwa fronty, bo z jednaj strony wypytywał mnie, a potem sprzedawał informacje Przemkowi.
(...)

 

<Magiczne potrawy>
Przemek: Hiszpańska tortilla. Choć niektórzy twierdzą, że wszystko zaczęło się w Jaworznej od zupy pomidorowej, którą ugotowała Mery.
(...)


<Razem w WAJu>
Przemek: WAJ pomógł mi. Wiedziałem od początku, że Mery jest bardzo lubianą dziewczyną. Mieliśmy wspólnych przyjaciół. Było to dla mnie potwierdzeniem, że naprawdę jest na czym budować, bo mamy podobny światopogląd. Rozwiało moje obawy, że może tylko coś mi się wydaje. Myślę, że bycie parą we wspólnocie jest czymś wspaniałym, to czas na bycie prawdziwym. Cieszy mnie, gdy ktoś mówi, że dalej można z nami oddzielnie rozmawiać i że nie jesteśmy zamknięci. Nie było nam łatwo, bo odkąd byliśmy razem ja pracowałem w Tarnobrzegu, a Mery uczyła się w Krakowie. To było życie od weekendu do weekendu, kiedy spotykaliśmy się.

Mery: Wiele razy słyszałam opinie, że pasujemy do siebie. Mówią to ludzie, którzy nas znają razem i oddzielnie, a więc jest to szczere i prawdziwe. Cieszą się, że jesteśmy razem. Jesteśmy akceptowani w 100 procentach, a nawet w 200. To bardzo budujące. Dlatego moja decyzja bycia z Przemkiem też w pewnym stopniu bazowała na tym, co mówi się o nim w WAJu. Oczywiście jest też aspekt plotkarski wspólnoty, z którego wyniknęło wiele zabawnych nieporozumień.
(...)


<To drugie 'tak'>
Przemek: Od początku wyobrażałem sobie Mery jako moją żonę. Oczywiście były też obawy, które jednak rozwiały się bardzo szybko, w czym pomogło środowisko duszpasterskie. Na oświadczyny zdecydowałem się, kiedy już okazało się, że jadę do Anglii, co oznaczało moją stabilizację finansową. Tu znów potwierdziła się zasada, że lubię we wszystko wtajemniczać moich przyjaciół – wielu z nich o wiele wcześniej niż Mery wiedziało o moich planach, a nawet widziało pierścionek. Długo wybierałem miejsce. Wymyśliliśmy niespodziankę: Ojciec zaprosił mnie i Mery na kolację do restauracji, tak więc ona niczego się nie spodziewała. Dopiero kiedy zobaczyła stolik dla dwóch osób i kwiaty, domyśliła się. Oświadczyłem się na końcu, przy deserze i przez chwilę nawet bałem się, że mogą zamknąć restaurację zanim zdążę to zrobić. Mery nie okazała konsternacji. Pierścionek bardzo się spodobał, pasował. Przy zapłacie dostaliśmy 10% rabatu na nową drogę życia i życzenia (nazwa i adres restauracji znany redakcji – przyp. WAJ).
Mery: Od samego początku nasze bycie razem wydawało mi się czymś poważnym. Moje wcześniejsze wahania i długie szukanie odpowiedzi w sobie wynikały z tego, że wiedziałam, że będzie to dla mnie decyzja długoterminowa. Byłam zdziwiona zaręczynami w tym właśnie dniu i momencie, bo myślałam, że idziemy na spotkanie z Ojcem. Ale o małżeństwie rozmawialiśmy z Przemkiem dużo wcześniej. Dlatego tym razem nie zastanawiałam się ani chwili nad odpowiedzią. Niedługo po oświadczynach Przemek pojechał do Anglii. Bardzo źle znoszę rozłąkę. Ale myślę, że jest to dla nas budujące – poznawanie się, tylko inaczej. Czuje się czego brakuje najbardziej, więcej się docenia. Świadomość, że już na pewno będziemy razem, jest teraz szczególne ważna.
(...)


<Marsz weselny zabrzmi...>
...dla Mery i Przemka - 15 października 2005 o godz. 16:30, w kościele oo. Jezuitów w Krakowie, ulKopernika 26.
Zapraszamy!!!


Dla WA(s) - Redakcja

 

 

 

 

 

 

Wywiad został przeprowadzony  z nami i z naszymi przyjaciółmi Anią i Damianem, przez redakcję WAJiOWO Anię i Sebastiana, w dniu naszych Zrękowin, dn. 28/05/2005 roku w Krakowie. Zachęcamy do przeczytania całego artykułu pt. "Anno Damiani 2005 Przemo Married", który znajduje się w 12/2005 numerze WAJiOWO lub  na http://www.waj.krakow.pl/wajiowo/WAJiOWO12net.pdf .

 

Home | My | Galeria | Podróże | Mery | Przemek | In italiano | Kontakt                       

Mery i Przemek Gardynik © 2005